W zalewie komentarzy dotyczących całego tego cyrku, jaki się dzieje wokół Trybunału Konstytucyjnego, umyka rzecz bardzo ważna. Powiedziałbym – najważniejsza. Wiele wskazuje na to, że powstał już plan, aby przyszłorocznych wyborów nie było.
To szokujące twierdzenie. Dlaczego tak myślę? Przeanalizujmy zatem obecną sytuację.
Nastąpiła siłowe przejęcie Trybunału Konstytucyjnego. Nowo wybrani sędziowie zostali wprowadzeni przy użyciu ogromnych sił policyjnych. Żeby nie komplikować tego rozważania, na potrzeby tego tekstu przyjmuję, że wszyscy wybrani przez Sejm sędziowie są legalni. Nawet wybrany z oczywistym pogwałceniem ustawy Maciej Berek. Nie to jest najważniejsze. Najważniejsze wydarzyło się zaraz potem.
Sędzia Anna Korwin-Piotrowska wydała zarządzenie odsuwające na miesiąc od pełnienia obowiązków służbowych Prezesa TK oraz jego zastępcę, a następnie, powołując się na art. 12 ust. 4 ustawy o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym, ogłosiła się pełniącym obowiązki Prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Problem w tym, że przywołany przepis ten mówi, że w przypadku gdy Prezes Trybunału nie może upoważnić wiceprezesa lub innego sędziego do wykonywania swoich kompetencji, Prezesa zastępuje sędzia Trybunału z najdłuższym łącznym stażem zawodowym. Prezes nie mógł upoważnić nikogo, ponieważ został odsunięty od obowiązków, wiceprezes również. Problem w tym, że sędzia Korwin-Piotrowska, aby powołać się na przepisy art. 12, musiała NAJPIERW zawiesić obu sędziów – a więc wydała tą decyzję ZANIM ogłosiła się pełniącym obowiązki Prezesa Trybunału. Innymi słowy = pani sędzia wydała zarządzenie o przerwie w czynnościach służbowych gdy Prezes jeszcze działał – więc jej kompetencja de facto nie powstała. Dodatkowo podstawa zarządzenia przerwy również nie ma oparcia w przepisach polskiego prawa – ale o tym innym razem.
Co z tego wynika? Wszystkie obecne działania dotyczące Trybunału Konstytucyjnego są niezgodne z obowiązującym w Polsce prawem, a ponieważ dotyczą przejęcia organu konstytucyjnego, są ewidentnym przestępstwem opisanym w art. 128 kodeksu karnego i są zagrożone karą do 20 LAT WIĘZIENIA. Jest to jedno z najcięższych przestępstw opisanych przez kodeks karny. Zatem wszystkim odpowiedzialnym za siłowe przejęcie TK grozi jeden z najwyższych wyroków dopuszczalnych przez polskie prawo. Sprawstwo Anny Korwin-Piotrowskiej i Donalda Tuska jest oczywista.
Teraz zadajcie sobie pytanie: czy Donald Tusk zaryzykowałby taki krok biorąc pod uwagę, że w razie przegranych wyborów, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, resztę życia spędzi w więzieniu? I to jeszcze w chwili, gdy większość sondaży przewiduje, że straci władzę?
Donald Tusk nie jest samobójcą. Zatem jedyne wyjaśnienie jakie się nasuwa – to istniejący już dzisiaj, konkretny plan nie oddawania władzy. Wybory byłyby obarczone ogromnym ryzykiem. Zbyt wysokim, by trzeźwo i logicznie myślący człowiek zdecydował się podjąć.
Żyjemy w ciekawych czasach.
