Zadziwia mnie postawa sporej części społeczeństwa uważającej, że temat tzw. „bohaterów UPA” należało przemilczeć ze względu na wojnę na Ukrainie i potrzebę przyjaznych relacji z sąsiadami. Tyle, że ci ludzie wcale nie są roztropnymi realistami. Są zdrajcami pamięci własnych przodków.
Z premedytacją odwracają wzrok od faktów: od 92% cywilnych ofiar w bilansie UPA, od planowej eksterminacji ludności polskiej, od sadystycznych tortur, przy których bledną opisy zbrodni hitlerowskich i stalinowskich. Wolą wygodne kłamstwo o „partyzantach walczących o wolność” niż bolesną prawdę o bandyckiej organizacji, która wyrzynała kobiety, dzieci i starców z wyjątkowym okrucieństwem. W ten sposób plują w twarz tym, którzy ginęli w płonących stodołach, z rozprutymi brzuchami wypchanymi słomą, z gwoździami w głowach i obciętymi kończynami. Plują w twarz własnym dziadkom, babkom, ciotkom i wujkom, których krew wciąż woła o pamięć z wołyńskiej i galicyjskiej ziemi. Solidarność, która wymaga zdrady pamięci pomordowanych, nie jest żadną solidarnością – jest moralną kapitulacją. Jest tchórzostwem opakowanym w frazesy o „trudnej historii” i „kontekście”. Ci, którzy żądają, byśmy dla bieżącej polityki zamknęli usta o ludobójstwie dokonanym przez UPA, godzą się na to, aby krew polskich ofiar została raz jeszcze przelana – tym razem nie przez banderowców, lecz przez ich własnych potomków.
Ukraińska Powstańcza Armia nie była zwyczajną formacją partyzancką walczącą o niepodległość. Była zorganizowaną maszyną do masowego mordowania cywilów. Jej działania pochłonęły około 126 tysięcy ofiar (to są bardzo ostrożne szacunki), z czego aż 115,5 tysiąca, czyli 92%, stanowili bezbronni cywile. To nie jest statystyka ubocznych strat wojennych – to dowód na to, że główną specjalnością UPA była eksterminacja ludności cywilnej, a nie walka z uzbrojonym wrogiem. Największą grupę ofiar – rzędu 80-100 tysięcy – stanowili Polacy, w zdecydowanej większości kobiety, dzieci i starcy. Antypolska akcja UPA z lat 1943-1945 nie była chaotyczną zemstą czy skutkiem walk frontowych. Była planowaną, systematyczną rzezią całego narodu na Kresach. Ludzi wyrzynano w domach, kościołach, podczas ucieczki. Celem była cała ludność polska jako taka. To nie wojna – to ludobójstwo.
Metody stosowane przez „żołnierzy” UPA wykraczały daleko poza jakiekolwiek normy nawet nieregularnej wojny. Ofiary nie ginęły szybko. Przed śmiercią poddawano je wymyślnym, sadystycznym torturom: rozpruwano brzuchy i wypychano je słomą, wbijano gwoździe w głowy, obcinano kończyny, gwałcono i palono żywcem, rozbijano głowy niemowląt o ściany czy drzewa. Całe wsie zamieniano w morze krwi i popiołu. To nie są „ekscesy” – to standardowy repertuar UPA, potwierdzony setkami relacji i badań historycznych. Taka przemoc nie służyła zwycięstwu militarnemu. Służyła terrorowi i czystce etnicznej.
Drugą co do wielkości grupę ofiar – około 20-30 tysięcy – stanowili Ukraińcy. Ci, którzy odmówili udziału w rzezi Polaków, pomagali sąsiadom, byli podejrzewani o jakiekolwiek relacje z Sowietami albo po prostu nie podporządkowali się rozkazom banderowców. UPA zabijała ich z taką samą bezwzględnością: oskarżeni o „zdradę” ginęli w bestialskich warunkach. Nawet sowieckie raporty (30 676 ofiar „ukraińskich nacjonalistów” w latach 1944-1953, w tym ponad 15 tysięcy chłopów) pokazują skalę terroru wobec własnej społeczności.
Ukraińcy bronią się, że organizacyjnie UPA miała strukturę dowodzenia, regiony operacyjne i pobór. Ma to być dowodem, że UPA to prawie regularna armia. Ale gdy spojrzymy na to, kogo i jak zabijała, obraz jest jednoznaczny: była to zbrodnicza organizacja terrorystyczno-powstańcza, bliższa ISIS czy innym grupom dżihadystycznym niż jakiejkolwiek armii przestrzegającej prawa wojennego. 92% cywilnych ofiar to nie przypadek – to cel. Dominacja mordów na bezbronnych, a nie starć z regularnymi siłami, rozstrzyga sprawę. UPA nie broniła Ukrainy. UPA budowała etniczną „czystość” na morzu krwi i cierpienia.
Ci, którzy dziś próbują gloryfikować UPA jako „bohaterów”, muszą spojrzeć prawdzie w oczy: czczą formację, której największym „osiągnięciem” była masowa rzeź cywilów, tortury i ludobójstwo. Nie ma tu miejsca na „złożoną historię” czy „kontekst”. Są fakty: 126 tysięcy zabitych, w tym ponad 115 tysięcy cywilów zamordowanych z wyjątkowym bestialstwem. To nie armia. To banda morderców w mundurach partyzantów. UPA zasługuje na jednoznaczne potępienie jako jedna z najkrwawszych organizacji terrorystycznych XX wieku na terenie Europy. Historia nie powinna być zniekształcana dla politycznej poprawności. Ofiary – przede wszystkim polskie, ale też ukraińskie, żydowskie czy romskie – domagają się prawdy. A prawda jest krwawa, bestialska i jednoznaczna.
Wojna na Ukrainie nie usprawiedliwia milczenia. Milczenie jedynie jeszcze bardziej rozzuchwala faszystów spod znaku Bandery.

1 komentarz
Do dziś nie rozumiem, co ma na celu suflowanie Ukraińcom takich zbrodniarzy jak Bandera czy Szuchewycz na bohaterów narodowych. Czy oni faktycznie są aż tak nikczemnym narodem, że mają tylko takich „bohaterów”?