Rząd rozdaje jachty, a dzieci umierają

W głośniej ostatnio aferze dotyczącej rozdawania środków z Krajowego Planu Odbudowy na jachty czy dofinansowanie klubu swingersów wcale nie oburza mnie podejście przedsiębiorców. Nie winię ich za to, że schylili się po pieniądze, które leżały na ziemi. Byliby wariatami, gdyby przeszli obok tego obojętnie i pozwolili, aby zmarnowały się one w inny sposób.

Nie winię urzędników, którzy zaakceptowali te wszystkie absurdalne wydatki. Takie dostali przepisy, według których musieli działać. I mieli do wyboru – albo przekazać kilkaset tysięcy złotych dla klubu swingersów, który prawidłowo wypełnił wniosek i spełnił warunki spadku przychodów o 30%, albo stracić pracę czy też odpowiadać karnie za przekroczenie uprawnień i działanie na niekorzyść obywatela.

Winię tych, którzy doprowadzili do tej sytuacji. Winię polityków PiS, PO, PSL, Polski2050 i Lewicy. To ich wspólna „zasługa”. Najgorsze jest w tym wszystkim jest to, że to bezkrytyczne rozdawnictwo dzieje się w chwili, gdy tak wielu rodzicom chorych dzieci Państwo odmawia środków na leczenie z powodu… no właśnie, braku pieniędzy.

Wyobraź sobie, że Twoje dziecko walczy o każdy oddech, każdy krok, każdy dzień życia. Lekarze mówią: jest szansa, ale kosztuje miliony. A Ty, jako rodzic, błagasz o pomoc, organizując zbiórki, bo państwo odwraca wzrok. Tymczasem rządowy Krajowy Plan Odbudowy, finansowany głównie z ogromnych pożyczek z Unii Europejskiej, które my, podatnicy, będziemy spłacać przez lata, rozdaje setki tysięcy złotych na… jachty, sauny, solaria, platformy do gry w brydża czy kluby dla swingersów. To jest polska rzeczywistość w 2025 roku, gdzie luksus dla nielicznych wygrywa z ratowaniem życia tych najmłodszych.

Można argumentować, że to są pieniądze z UE, których nie możemy przeznaczyć na leczenie dzieci, ale musimy je wydać zgodnie z powyższym opisem. To racja – ale to są i tak pieniądze pochodzące głównie z POŻYCZKI! Skoro w kraju jest tyle potrzebujących dzieci, to dlaczego pieniądze się pożycza na cele wskazane przez UE – a nie dla dobra tych naszych najmniejszych? I tak będziemy je musieli spłacać przez lata – więc naprawdę klub swingersów jest ważniejszy niż ratowanie życia?

Dlatego właśnie winię obecne i poprzednie rządy za sytuację Adasia i Kubisia Strugińskich. To dwaj bracia z dystrofią mięśniową Duchenne’a, którzy bez terapii genowej w USA skazani są na wózek inwalidzki i przedwczesną śmierć. Jeżeli ich Mama nie zbierze 35 milionów, to niedługo ich nie będzie. A jeżeli zbierze mniej, to będzie musiała wybrać. Wyobrażacie to sobie? (https://www.siepomaga.pl/adas-i-kubus)

Winię ich za Szymon Cieślińskiego. To 10-letni chłopiec z ciężką chorobą, której NFZ nie refunduje. Rodzice muszą sami zebrać środki do końca sierpnia 2025, bo inaczej stracą nadzieję. (https://www.siepomaga.pl/szymon-cieslinski)

Winię ich za Tymka Kalatę, 14-latka, z którym Mama się już żegna, bo leczenie kosztuje fortunę. Musi uzbierać 16 milionów. (https://www.siepomaga.pl/tymek-kalata)

Winię ich za Bruna Słoneckiego, którego serduszko gaśnie. Rodzice mają niewiele czasu, żeby uzbierać prawie 1,5 miliona złotych. Polskie państwo pokazało im środkowy palec. (https://www.siepomaga.pl/bruno-slonecki)

Winię ich za 5-letniego Kamilka Dziurdzińskiego, ciepiącego na nowotwór złośliwy rdzenia kręgowego i nerwów czaszkowych. Rodzice rozpaczliwie zbierają pieniądze na intensywną terapię eksperymentalną. Potrzebują 1,5 miliona złotych. Równowartość 3 jachtów za życie dzieciątka. (https://www.siepomaga.pl/zycie-kamilka)

Winię ich za Mikołaja Mikiciuka, 8-latka, który cierpi na dystrofię mięśniową Duchenne’a. Mama uzbierała do tej pory zaledwie 0,25% potrzebnej kwoty, aby Mikołaj nie został wkrótce sparaliżowany. Niedawno Mikołaj zapytał mamy: „Mamo, czy jak będę miał 15 lat, to w końcu będę silny i będę mógł biegać, jak inne dzieci”? Polskie władze mają jednak ważniejsze wydatki. (https://www.siepomaga.pl/mikolaj-mikiciuk)

Winię ich za Kazika Sromka, którego rodzice stracili już jedno dziecko, a teraz na ich oczach umiera drugie. Bo dla polskiego państwa ważniejsze jest dofinansowanie absurdalnych wydatków, niż uratowanie 2-letniego dzieciątka. Rodzice sami muszą uzbierać 15 milionów złotych. (https://www.siepomaga.pl/kaziu-sromek)

Te historie to nie statystyki – to łzy matek, bezsenne noce ojców i ból, który mógłby być złagodzony, gdyby priorytety były inne. Bo każde dziecko zasługuje na szansę, a nie na to, by tonąć w morzu obojętności, podczas gdy inni kupują jachty za nasze pożyczki! Przy czym jachty są jedynie symbolem, bo publiczne pieniądze są marnotrawione na tysiące różnych sposobów.

Jedynie winni są od lat wciąż ci sami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *