Nakrętki za 34 miliardy złotych

Wszyscy wiemy, że na członkostwie w Unii Europejskiej tylko zyskujemy. Pieniądze, które otrzymujemy ze wspólnego budżetu przewyższają wpłacane przez Polskę składki członkowskie.

Czy aby na pewno?

Formalnie tak. Jednak nie jesteśmy informowani o innych kosztach, które pociąga za sobą członkostwo w UE. Gigantycznych kosztach.

Wszyscy zauważyliście, że od roku plastikowe nakrętki są mocowane na stałe do butelek. Choć „na stałe” to stwierdzenie na wyrost, gdyż jest to tak denerwujące, że większość z nas i tak na siłę odrywa te nakrętki. Jednak testowanie naszej cierpliwości to nie jest jedyny koszt dyrektywy Unii Europejskiej. Co więcej – to jest koszt najmniejszy.

Niewielu z Was wie, że wdrożenie w życie tego przepisu kosztowało branżę rozlewniczą około… 8 miliardów euro. Tak, dobrze czytacie. 8 miliardów euro, czyli około 34 MILIARDÓW złotych. Uzasadnienie urzędników dla tak gigantycznych kosztów to oczywiście ochrona środowiska. A wiedzieliście, że żeby produkować butelki z przymocowanymi nakrętkami, potrzeba zużyć od 50 do 150 TYSIĘCY TON plastiku rocznie więcej, niż w poprzednim, tradycyjnym rozwiązaniu?

Nakrętki to tylko wierzchołek góry lodowej. Najbardziej widoczny – bo wdrożenie tego przepisu z jednej strony było horrendalnie drogie, z drugiej strony nie przyniosło żadnych korzyści dla środowiska. Ot, taka fanaberia urzędnicza, za którą głupi lud zapłaci. Tych kosztów i opłat było jednak znacznie, znacznie więcej.

Sumując koszty wdrożenia kluczowych regulacji (RODO, SUP, normy emisji, system kaucyjny, certyfikacja żywności) w okresie 2004-2025, można szacować, że polskie przedsiębiorstwa wydały ok. 50-70 mld euro na dostosowanie do unijnych wymogów. Jest to szacunek przybliżony, oparty na danych sektorowych i raportach (np. PwC, Ministerstwo Finansów). Roczne koszty bieżące (np. utrzymanie zgodności z RODO, EU ETS, system kaucyjny) wynoszą ok. 15-25 mld zł rocznie (4-6 mld euro). W okresie 2004-2025 daje to sumę ok. 80-120 mld euro (przyjmując średnią 20 mld zł na rok, przez 21 lat).

I teraz najciekawsze.

Łącznie w okresie 2004-2025 składki członkowskie Polski można szacować na 90–95 mld euro. Według danych Ministerstwa Finansów, od maja 2004 r. do końca 2022 r. Polska otrzymała z budżetu UE 235 mld euro brutto, z czego po odjęciu składek (78 mld euro) bilans netto wyniósł 157 mld euro. Do końca bieżącego roku szacuje się, że Polska otrzyma ok. 20-25 mld euro rocznie (uwzględniając fundusze z polityki spójności, Wspólnej Polityki Rolnej i Krajowego Planu Odbudowy). Przyjmując średnio 22,5 mld euro rocznie, daje to dodatkowe 45-50 mld euro w latach 2023-2025. Zatem łącznie w okresie 2004-2025 transfery brutto z UE do Polski wyniosą ok. 280-285 mld euro, a netto (po odjęciu składek) ok. 190-195 mld euro.

Ale…

Te obliczenia nie uwzględniają kosztów dostosowania się firm do prawa UE – a te są szacowane na 130-190 mld euro. Zatem w wariancie optymistycznym (niższe koszty dostosowania) bilans korzyści wynosi MINUS 30 miliardów euro, w wariancie pesymistycznym (wyższe koszty dostosowania) będzie to MINUS 95 miliardów euro.

Oczywiście, możecie powiedzieć, że ta szybka analiza nie uwzględnia kluczowych korzyści płynących z członkostwa, takich jak dostęp do jednolitego rynku, wzrost eksportu czy inwestycje zagraniczne. Tylko, że np. Norwegia, Islandia czy Lichtenstein również cieszą się dostępem do jednolitego rynku, a wcale nie są członkami UE, a za dostęp do jednolitego rynku ponoszą dużo mniejsze koszty niż Polska. I nie grozi im drastyczne obniżenie poziomu życia spowodowane zmuszeniem do przyjęcia rozwiązań ETS2, paktu migracyjnego i innych pomysłów lewicowych odklejeńców – o których dzisiaj nawet boję się myśleć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *